JORDANIA. PIĘKNY, ZRÓŻNICOWANY KRAJ.

Jordania. Jerash.

W marcu tego roku udało nam się jeszcze przed porodem odwiedzić piękny kraj jakim jest Jordania. Moje wrażenia? Kraj bardzo różny, gdyż na północy krajobraz przypominający u nas południe tj. zielono, góry, temperatury optymalne, pogoda w marcu jak u nas.

Natomiast południe Jordanii to inny świat. Temperatury wysokie ok 30 stopni lub ponad, krajobraz pustynny, zamiecie piaskowe. Nasz plan na Jordanie był taki, aby przejechać ją wzdłuż ile się da i zwiedzić tyle na ile Tymuś i ja w ciąży damy rade.

W tym kraju jest mnóstwo wspaniałych zabytków i miejsc do odwiedzenia. Przez większość z nich wiedzie specjalna droga z północy na południe nazywana drogą królewską. My niestety ominęliśmy tą trasę jadąc ekspresówką, która biegnie zaraz obok, gdyż jak się dowiedzieliśmy w marcu nie do wszystkich atrakcji można się dostać,a także jest tam 8 h zwiedzania. Więc nie ryzykując moim stanem zdrowia, odpuściliśmy. Najważniejsze punkty wycieczki zrobiliśmy tj. Jerash, Góra Nebo, Morze Martwe, Petra i pustynia Wadi Rum.

WIZA W JORDANII.

Oczywiście w Jordanii wymagane jest posiadanie wizy pozwalającej na wjazd do kraju. Jeśli ma się w planach zwiedzenie Petry to najbardziej, wtedy opłaca się kupienie przed wyjazdem Jordan Pass. Uwaga! Jordan Pass nie da kupić się na lotnisku.

I w zależności ile dni chce się zwiedzać Petre to za 1 dzień wiza kosztuje 70JD ( my mieliśmy kupioną właśnie tą wize), dwa dni 75 JD, 3 dni 80 JD. Jordan Pass pełni funkcję nie tylko wizy, ale również biletów wstępów do różnych miejsc turystycznych, przede wszystkim Petry. W skrócie mając tą wize nie trzeba płacić wstępu we wskazanych miejscach: https://www.jordanpass.jo/Contents/Jordan_Attractions.aspx

Uwaga! Powyższe korzyści, które oferuje Jordan Pass obowiązują jeśli jest się minimum 4 dni w kraju. Dla dzieci chyba do lat 12 wstęp do Petry i wielu innych atrakcji jest darmowy, dlatego Tymkowi wize kupiliśmy na lotnisku przed odprawą celną za 40 JOD.

Jak się poruszać po Jordanii?

Długo się nad tym zastanawialiśmy jaki środek transportu będzie najlepszy dla półtorarocznego dziecka i kobiety w ciąży. Po dokonaniu pierwszej rezerwacji noclegu w Madabie http://www.moablandhotel.com/ , napisałam do hotelu czy organizują kierowców i wycieczki , podając im miejsca, które chcieliśmy odwiedzić. Jak się okazało trafiłam całkiem przypadkowo na świetny hotel, w którym pracował Ibrahim. Można spokojnie nazwać go człowiekiem orkiestrą. Jego cennik wyglądał tak : odebranie przez kierowce z lotniska 25 JOD, z Madaby do Petry 80 JOD, z Petry do Wadi Musa 50 JOD, z Wadi Musa do Madaby 110 JOD, Morze Martwe i Góra Nebo 30 JOD, Jerash tam i z powrotem 60 JOD. Nie chcieliśmy ryzykować z wynajęciem samochodu, więc wybraliśmy opcję kierowcy z hotelu. Tak jak Ibrahim napisał, tak zapłaciliśmy. Nikt nie próbował nas oszukać albo wyciągnąć pieniądze. My płaciliśmy Ibrahimowi całość kwoty, a on rozliczał się z kierowcami.

MADABA

Pierwszym celem naszej podróży była jak wcześniej wspomniałam Madaba. Miasto blisko lotniska i dobry przystanek by dać dziecku chwilę na odpoczynek i przyzwyczajenie się do innego kraju i ludzi. W mieście tym zwiedziliśmy kilka muzeów z mozaikami oraz kościoły, gdyż posiadając Jordan Pass mogliśmy wejść za darmo. Ale uwaga, pomimo, że wejście było za darmo, a w każdym miejscu oprowadzał po zabytkach przewodnik, to zawsze prosił o napiwek. Niektórzy z nich mieli dość wygórowane żądania w stosunku do swojej pracy.

Jordania. Madaba. Moab Land Hotel.
Jordania. Madaba.

PETRA

Z Madaby wynajęty samochód z kierowcą zawiózł nas do Petry. Tam mieliśmy wcześniej zarezerwowany hotel, 5 minut od bramy wejściowej do skalnego miasta. Bardzo turystyczne miasto. Tam spotkałam w sklepiku bardzo miłego chłopaka, który jak się później okazało jest właścicielem. Kupując u niego wodę, zagadał do mnie czy jestem w ciąży i czy to będzie chłopak? Po wyciągnięciu ode mnie wszystkich informacji poprosił mnie, żebym poczekała i zrobił mi prezent dla jeszcze nie narodzonego wtedy Kubusia.

Sama Petra hmmm w sumie to mam mieszane uczucia. Miejsce niewątpliwie zapierające wdech w piersiach i nie dziwię się, że jest wpisane jako jeden z siedmiu cudów świata. Jednak to, co tam się dzieje pozostawia wiele do życzenia. Ale od początku. Petra otwarta jest od 6 rano do 18. My wchodziliśmy coś ok 12 w południe. Doszliśmy tylko do skarbca, gdyż Tymek postanowił iść na własnych nogach i podnosić prawie każdy kamyczek na drodze oraz robić długie odpoczynki. Ledwo doszliśmy z powrotem na zamknięcie. Petra bardzo zjawiskowe miejsce , trasa między tunelem utworzonym ze skał, coś wspaniałego. Jednakże miejsce to ściąga mnóstwo turystów i tak do skarbca idzie większość ludzi więc do tego momentu jest ogromna ilość osób. Potem pewnie się to rozchodzi. Od wejścia do skarbca jeżdżą również takie powozy jedno lub dwu osobowe, które ciągną konie. I tu się chciałam zatrzymać. Co mnie przeraziło? Co spowodowało, że nie koniecznie chciałabym wrócić w to miejsce akurat? To w jaki sposób są wykorzystywane te konie do zaprzęgu i to jak się traktuje turystów przez właśnie tych woźnych. Ludzie płacą nie małe pieniądze, żeby przejść trochę po jednym z siedmiu cudów świata, a tubylcy gwarantują rozjechanie lub potrącenie przez powozy za darmo. Idąc do skarbca są momenty, że idzie się pomiędzy skałami, jest wąsko i nie miejsca na dość duże tłumy, które i tak są. Trzeba uważać dodatkowo na powozy, które jadą szybciej niż ja samochodem i nie patrzą czy rozjadą turystę, dziecko , kogokolwiek. Konie pędzą z taką prędkością, ciągle pospieszane przez bicie batem, który na końcu ma ostrze. Konie wożące ludzi nad Morskie Oko w porównaniu z tymi w Petrze mają jak w niebie. Idąc przez piękne miasto skalne można zobaczyć widok konających koni z przemęczenia i pewnie z głodu. A to tylko dlatego, żeby dowieź do skarbca jak największą liczbę turystów i wrócić ( czytaj zarobić jak najwięcej). Wstyd dla tych którzy wybierają taki środek transportu zamiast iść na nogach. Czasami było widać przerażenie na twarzy tych, którzy jechali powozami bo chyba nie zdawali sobie sprawy, że tak szybko pojadą, prawie na zabój. Taki widok strasznie odpycha, a najgorsze jest to, że wszystko się to dzieje za naszym przyzwoleniem bo gdybyśmy nie korzystali z powozów to by ich najnormalniej w świecie nie było. Miejsce nie zbyt bezpieczne dla dzieci.

Jordania. Petra.
Jordania. Petra.
Jordania. Petra.
Jordania. Petra.

WADI MUSA. WADI RUM.

Kolejnym etapem podróży, który podobał mi się najbardziej, a Tymek był wprost zachwycony, była pustynia. Z Petry udaliśmy się do Wadi Musa małej wioski na początku pustyni , z której jeepem pojechaliśmy na pustynie Wadi Rum. Uwaga! Przed wjazdem trzeba okazać Jordan pass i paszport.

Wszędzie chodziły wielbłądy i było mnóstwo piasku, co najbardziej przypadło do gustu Tymka. Dojazd do namiotów na pustyni, gdzie mieliśmy wykupiony nocleg poprzedzała podróż przez trzy atrakcje turystyczne plus można było zjechać z góry piasku na snowbordzie. Po dotarciu do namiotów Tymek miał pół dnia zabawy w piasku. Był zachwycony tak wielką piaskownicą. Obok namiotów do spania stała wielka sala namiotowa,w której była podawana kolacja i śniadanie. Nie uwierzycie, ale kolacja i śniadanie było najlepsze ze wszystkich posiłków w hotelach jakie jedliśmy w Jordanii. Przepyszne! Nawet zupa zasmakowała Tymkowi. To była jedyna zupa jaką zjadł w Jordanii. Na drugi dzień zwieźli nas do Wadi Musa i wróciliśmy z kierowcą do Madaby.

Jordania. Wadi Rum.
Jordania. Wadi Rum.
Wadi Rum.

Góra Nebo i Morze Martwe.

Gdy dotarliśmy do Madaby wybraliśmy się na Górę Nebo i nad Morze Martwe. Na górze Nebo trzeba zapłacić wstęp przed wejściem. Zobaczyć tam można piękne widoki, morze martwe w dole, a na samej górze jest Kościół i ogród. Kierując się w dół od góry docieramy do morza martwego. Nie kąpaliśmy się, więc kierowca zawiózł nas na plaże bezpłatną. Natomiast wiem, że żeby się wykąpać trzeba również zapłacić wejściówkę na plaże.

Co odstraszało nad morzem martwym ? Tona śmieci. Bród, wszędzie rozsypane porozbijane butelki , ogólnie mówiąc ekologiczna katastrofa.

Góra Nebo.
Widok z Góry Nebo.
Góra Nebo.
Morze Martwe.

Jerash.

Ostatni punkt naszej wycieczki- Jerash. Zachwycające miasto starożytne położone w centrum współczesnego dużego miasta. Bardzo polecam odwiedzić tą stronę Jordanii, gdyż jest całkowicie inna niż południe. Do starożytnego miasta można wejść na Jordan Pass bez opłat. Zwiedzania pieszo jest na 4h. My spędziliśmy tam 2h, ale nie przeszliśmy wszystkiego. Wspaniałe miejsce, zwiedzając czuć zapach kwiatów a dookoła rozlegają się piękne zielone łąki między monumentami.

Jerash.
Jordania. Jerash
Jordania. Jerash.
Jordania Jerash.

Jordania, a dzieci. Czy jest bezpiecznie?

Osobiście uważam, że jest to bezpieczny kraj. Jak przechadzaliśmy się ulicami miast często ludzie zatrzymywali się i mówili nam coś miłego na temat Tymusia. Natomiast muzłumanki pytały czy mogą np. go pocałować. Wiele rzeczy też nam się udało dzięki Tymkowi. Nie wiem czy dziewczynki też byłby tak samo traktowane z uwagi na ich kulturę, ale Tymek czuł się jak król. Jak spacerowaliśmy po targach to Tymka zawsze obdarowywali owocami, ciasteczkami itp. Nie mieliśmy żadnej nieprzyjemnej sytuacji.

Jedzenie?Hmm

Dla nas super, bardzo smaczne . Jednak Tymek nie chciał za bardzo jeść tamtejszych zup. Jedyne, co mu smakowało to frytki i pita! Ale na każdym rogu był sklep, w którym zawsze można było coś znaleźć dla dziecka do jedzenia.

Podsumowując, jeśli masz możliwość wyjazdu do Jordanii, to jedź! Nie pożałujesz. Jordania oferuje mnóstwo atrakcyjnych miejsc. W samej wizie Jordan Pass jest 40 miejsc do których można wejść darmowo po okazaniu paszportu. Świetne w tym kraju jest to, że każdy mówi po angielsku. Dogadasz się z każdym. Starszy czy młodszy próbuje się dogadać, nie ma dla nich nawet takiej opcji, że odejdziesz bo rozmowa nie idzie.

 

Jedna myśl w temacie “JORDANIA. PIĘKNY, ZRÓŻNICOWANY KRAJ.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *